Fakty o wiaduktach w Stańczykach

My jednak powróćmy do udokumentowanych faktów historycznych.
Tym bardziej, że różnią się one znacznie od tych, powtarzanych przez wydawnictwa turystyczne.

Znawcy historii kolejnictwa w byłych Prusach Wschodnich – Stanisław Jasiński i Justyna Żołnierska–Jewuła piszą: (...) „W latach 1912-1914 przystąpiono do realizacji odcinka z Żytkiejm do Gołdapi. (...) 15 listopada 1923 r. oddano do użytku trzynastokilometrowy odcinek z odgałęzieniami na linii Gołdap–Olecko w Botkunach (niem. Botkuhnen) do Dubeninek
(niem. Blindgallen), 1 października 1927 r. odcinek z Błąkał do Żytkiejm (niem. Schittkehmen)”.

Jednym z trudniejszych przedsięwzięć była budowa wiaduktów w Stańczykach. Wiadukt północny został zbudowany w latach 1912-1914, wiadukt południowy – w latach 1923-1926.

Dalej wspomniani autorzy piszą:(...) „ Według rozkładu jazdy z 1938 r. na linii Gołdap–Żytkiejmy–Gąbin kursowały trzy pary pociągów na dobę, w soboty
i niedziele uruchamiano dodatkową parę.”(**)

Według wspomnianych autorów, pociągi osobowe i towarowe na linii Gołdap–Żytkiejmy zatrzymywały się w:

Nieco później, w roku 1941 Niemcy dobudowali od stacji Pobłędzie odgałęzienie w kierunku wsi Błaskowizna. Służyło ono eksploatacji
i wywożeniu ogromnych zasobów kruszywa kamiennego. Przy jego produkcji pracowali więźniowie, głównie radzieccy. Kruszywo
z Błaskowizny wywożono do Gołdapi i dalej w głąb Prus Wschodnich.

Niektórzy twierdzą, że używano go również do budowy bunkrów w wojennej kwaterze Hitlera „Wilczy Szaniec” koło Kętrzyna.

A więc, w świetle powyższego upada powielana w przewodnikach turystycznych hipoteza, że po wiaduktach w Stańczykach nigdy nie jeździły pociągi. Jeździły, i to nawet dość długo, bo prawie do końca 1944 r.,
do momentu gdy czerwonoarmiści rozebrali tory i wywieźli w głąb Rosji
„dla poniklowania, aby nie rdzewiały”.

Są jednak pytania, na które do dziś trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź.

Czemu tak naprawdę miała służyć linia kolejowa okalająca od południa Puszczę Romincką?
Wszak przebiegała przez bardzo rzadko zaludnione obszary, w związku
z czym miała niewielkie znaczenie gospodarcze.

Czy miała służyć głównie jako trasa turystyczna?
Dodajmy w tym miejscu, że od wybuchu II wojny światowej ruch turystyczny w okolicach Puszczy Rominckiej praktycznie zamarł, bowiem
jej władcą został Wielki Łowczy Rzeszy Niemieckiej, marszałek lotnictwa Hermann Göring. Nieco na północ od polsko – rosyjskiej granicy dla Göringa została zbudowana luksusowa siedziba. Las w wielu miejscach został ogrodzony, a osobom postronnym zakazano doń wstępu. Gośćmi Göringa byli jedynie wysocy funkcjonariusze Rzeszy oraz zaprzyjaźnieni dostojnicy
z zagranicy. Jednym z nich był prawdopodobnie szef radzieckiego aparatu bezpieczeństwa, okryty ponurą sławą Lawrientij Beria (***).

A może to względy wojskowe podyktowały budowę tej linii kolejowej?
Wszak granica wschodnia była bardzo blisko, a Niemcy dobrze pamiętali,
że w czasie ostatniej (Pierwszej światowej) wojny to właśnie kolej pozwalała na szybkie przerzucanie dużych jednostek wojskowych.

Z tym wiąże się pytanie następne: po co budowano podwójne mosty (niem. Doppelbrucke)? Przecież nigdy nie zakładano, że linia Gołdap–Żytkiejmy będzie kiedykolwiek dwu torowa – zbyt małe było obciążenie ruchem pociągów.

Autorzy opracowań, w tym S. Jasiński i J. Żołnierowicz–Jewuła sądzą,
że podwójne mosty budowano z myślą o tym, iż w przypadku zbombardowania jednego z nich, pozostanie jeszcze drugi, niejako zapasowy.

Następna zagadka: jeśli uważnie przyjrzeć się północnemu wiaduktowi,
bez trudu zauważy się wystający z betonu drewniany bal. Na tej podstawie przez wiele lat twierdzono, a czasem twierdzi się nadal, że stańczykowskie wiadukty kryją wewnątrz drewnianą, a nie stalową konstrukcję nośną.
Czy tak jest naprawdę?
Stanisław Jasiński i Justyna Żołnierowicz–Jewuła i to twierdzenie stanowczo odrzucają jako mit. Ich zdaniem stańczykowskie wiadukty posiadają normalne stalowe zbrojenie, a w czasie budowy robotnicy po prostu, przez nieuwagę upuścili drewniany element rusztowania (rusztowania, a nie konstrukcji mostowej!), a następnie zalali go płynnym betonem.

Zdaniem wspomnianych autorów, drewniana konstrukcja nośna byłaby
o wiele droższa niż stalowa i zostałaby zgnieciona ogromnym ciężarem betonowych filarów. Nie byłoby też możliwe zbudowanie na drewnianym zbrojeniu ogromnych przęseł o rozpiętości trzydziestu metrów.

Warto jednak zwrócić uwagę na inną ciekawostkę – zachodni brzeg rzeki umocniono w ten sposób, że po prostu ułożono worki z cementem, który następnie skamieniał. Do dziś łatwo na tych sztucznych głazach odczuć fakturę tkaniny, z której były uszyte owe worki.

Na linii Gołdap–Żytkiejmy zbudowano wiele ciekawych architektonicznie mostów i wiaduktów, jak choćby w Kiepojciach, jednak najbardziej okazałe
i najwyższe są te w Stańczykach.

Sami Państwo przyznacie, że „akwedukty Puszczy Rominckiej” wyjątkowo harmonijnie wkomponowane są w otoczenie. Geniusz projektantów sprawił, że bez nich okolice te, choć piękne, straciłyby wiele ze swego uroku.



(**) Stanisław Jasiński i Justyna Żołnierowicz – Jewuła „Historia kolei
w krainie pojezierzy wschodnich” - Studia Angerburgica t.3, srt 20-105, wydawnictwo Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie, Węgorzewo 1998 r.
(***) Aleksander Omiljanowicz „Przed wyrokiem – rozmowa
z gestapowcem”. Białystok 1998 r.

 

Mity o wiaduktach w Stańczykach Fakty o wiaduktach w Stańczykach Region godny polecenia
Atrakcje | Galeria | Historia | Informacje | Mapa | Hotele | O firmie | Kontakt